Problem z pieczywem bezglutenowym - Dietetyk Szczecin - Dietetica - Move Your Genes
19725
post-template-default,single,single-post,postid-19725,single-format-standard,bridge-core-2.0.8,ajax_fade,page_not_loaded,,qode_grid_1200,side_menu_slide_from_right,qode-content-sidebar-responsive,qode-theme-ver-19.5,qode-theme-bridge,qode_header_in_grid,wpb-js-composer js-comp-ver-6.1,vc_responsive,elementor-default,elementor-kit-17645

Problem z pieczywem bezglutenowym

Problem z pieczywem bezglutenowym

Pieczywo bezglutenowe jest wyrugowane z błonnika, co dla mnie, jako osoby zajmującej się naukowo żywieniem, jest zdecydowanym minusem.

 

​Jak powszechnie wiadomo, jego rola w utrzymywaniu prawidłowej funkcji jelit jest fundamentalna. Mnie sytuacja radzenia sobie praktycznie z dietą bezglutenową „dopadła” niedawno – gdy pojawił się w domu bezglutenowy nastolatek. A ten, jak większość chłopców w jego wieku uważa, że warzywa i owoce stanowią mało jadalną część piramidy żywienia. Mam więc w chwili obecnej większy problem z bilansowaniem błonnika niż przed diagnozą, bowiem preferencje dotyczące spożycia warzyw i owoców nie polepszyły automatycznie wraz z informacją o nadwrażliwości na gluten. Jak sobie z tym poradzić? Sprawa jest prosta – ustalić które ze źródeł błonnika „mogą być” ( czyli które nie są na „liście absolutnie niejadalnych produktów”) i dodawać je w maksymalnie dużych ilościach do potraw. W wypadku dzisiejszego chleba jest to siemię lniane. Nasiona są zdrowe i bardzo smaczne, zawierają oprócz błonnika cały szereg innych substancji odżywczych, m.in. kwas alfa linolenowy (niezbędny dla organizmu).

Podaję przepis na chleb bezglutenowy o zwiększonej ilości błonnika. Wsadem błonnikowym będzie siemię lniane, które dostarczy około 10 g dodatkowego błonnika (w całym chlebie).
Co potrzebujemy do zrobienia 1 bochenka o wadze 0,5 kg:
– mąka bezglutenowa – 500 dag;
– woda przefiltrowana ciepła – 500 ml;
– sól – łyżeczka;
– siemię lniane (ziarno) – 4 duże czubate łyżki;
– mąka z orzecha ziemnego – 100 dag;
– oliwa z oliwek lub olej (rzepakowy, ale dobrej jakości);
– drożdże – 15 dag świeżych lub 1 małe opakowanie suszonych;
– jajko, olej i woda do posmarowania powierzchni chleba.

Mąkę łączymy z drożdżami (suche dajemy do mąki, świeże rozpuszczamy w malej ilości wody), solą, wodą i mieszamy. Niestety tylko w kolorowych książkach kucharskich ta czynność jest przyjemna. W praktyce zaraz na początku procesu wyrabiania ciasta (po dodaniu wody) robi się pancerny glut skutecznie oblepiający ręce. Dlatego najlepiej uzbroić się w wodę w zasięgu ręki (do rozpuszczania betonu), a samo ciasto wyrabiać w rękawicach. Oczywiście można tę czynność wykonać za pomocą miksera, ale mój się poddał po minucie. Mieszając dodajemy olej. Mieszanie musi być energiczne i trwać minimalnie 10 min. Kiedy mamy wyrobione ciasto (musimy pilnować czasu – odpadają stare techniki sprawdzania czy ciasto jest wyrobione, ciasto bezglutenowe nie „odchodzi” od ręki i lepi się niemiłosiernie do samego końca) sypiemy siemię lniane i mieszamy. Wstawiamy do ciepłego piekarnika na 0,5 godziny. Po tym czasie ciasto powinno wyrosnąć. Formułujemy bochenek. Wierzch smarujemy roztrzepanym jajkiem (z woda i olejem), co da nam chrupką skórkę). Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni C z funkcją grzania od góry i dołu i pieczemy około godziny. Smak jest super, polecam.